Przy ul. Wileńskiej 14, na miejscu wyburzonej XIX-wiecznej parowozowni, ruszyła budowa. Inwestor zamierza postawić tu bloki mieszkalne i obiekt handlowy stylizowany na zabudowania starej Pragi. Ale o projekcie wypowiada się bardzo ostrożnie. Awantura o praską parowozownię zaczęła się niemal równo dwa lata temu. Inwestor, firma Budrem z Ostrowa Wielkopolskiego, kupił działkę od PKP za 12 mln zł i rozpoczął wyburzanie stojącego na niej XIX-wiecznego obiektu.

"Nielegalnie, bo choć mieli pozwolenie na rozbiórkę, to obiekt był w trakcie procedury wpisywania do rejestru zabytków i wobec tego powinni byli się wstrzymać" - mówi Ewa Nekanda-Trepka, stołeczny konserwator zabytków. Teren otoczyli protestujący obrońcy zabytków, którzy przez kilka dni koczowali w okolicy, usiłując powstrzymać dalszą rozbiórkę. Na miejscu szybko zjawiły się policja i wojewódzka konserwator zabytków Barbara Jezierska, która – niemal na kolanie – w przyśpieszonym trybie wpisała parowozownię do rejestru zabytków. Wszystko na marne – inwestor na oczach bezsilnych urzędników i obrońców wyburzył większą część parowozowni.

Potem Budrem wstrzymał rozbiórkę i odwołał się od decyzji konserwator. Teren przez kilka miesięcy leżał odłogiem, pustoszony przez zbieraczy złomu. Ostatecznie, w czerwcu 2010 roku wojewódzki sąd administracyjny uchylił decyzję Jezierskiej i potwierdził, że inwestor ma prawo do rozbiórki obiektu. Wyburzyć pozostałości parowozowni kazał zresztą nadzór budowlany, bo ruiny zaczęły już stwarzać zagrożenie dla przechodniów. To był koniec unikalnego w skali europejskiej, 150-letniego obiektu.

Teraz Budrem rozpoczął kolejną próbę zrealizowania niefortunnej inwestycji. Na początku roku dostał prawomocne pozwolenie na budowę od władz dzielnicy Praga Północ. Prace przygotowawcze ruszyły w tydzień temu. Ale reprezentująca dewelopera agencja Prestige PR nabrała wody w usta i po niekorzystnych publikacjach w mediach nie chce rozmawiać o szczegółach projektu. Udało się natomiast dotrzeć do samego dewelopera. "Nie rozumiemy, skąd taka agresja, to nie był żaden zabytek" - usłyszeliśmy od osoby związanej z deweloperem.

Wiadomo jednak, że na miejscu praskiej parowozowni mają powstać siedmiopiętrowe bloki oraz obiekt handlowy, który zewnętrznym wyglądem ma „nawiązywać do zabudowań starej Pragi”. Jak? To dobre pytanie, bo przedstawiciele inwestora przekonują, że choć pozwolenie na budowę zostało już wydane, to takie szczegóły jeszcze nie są ustalone. Znane są jedynie ogólniki.

"Powstanie tam zespół mieszkaniowo-handlowy. Wszystkie decyzje są prawomocne, a ze strony prawnej wszystko jest w porządku" - zapewnia Michał Wilczewski z Budremu. Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że prace zostaną zakończone w 2012 roku. W obiekcie powstaną 142 mieszkania. Deweloper nie będzie miał jednak łatwego życia, obrońcy zabytków już zapowiedzieli, że zbojkotują inwestycję wszelkimi możliwymi sposobami.

Stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka o projekcie dowiedziała się z mediów. "Bo inwestor nie ma już obowiązku informowania nas o swoich poczynaniach. Sąd uchylił decyzję o wpisaniu obiektu do rejestru zabytków, więc teren nie jest objęty żadną formą ochrony. Inwestor może robić, co chce, i niestety nie musi nikogo o nic pytać" - tłumaczy Ewa Nekanda-Trepka.