Mieszkanie przy torach, pod korytarzem powietrznym czy w szczerym polu – przykłady takich projektów w Warszawie i okolicach można mnożyć bez końca. Firmy starają się skusić klientów, przekuwając wady w zalety i obniżając ceny.

W stolicy wystawiają na sprzedaż swoje tereny liczne spółki kolejowe, nie brakuje także wolnych działek wokół torów. W ubiegłym roku głośno było o planach Polskiej Korporacji Handlu M&M, która planowała wybudować osiedle wśród terenów leśnych na Żeraniu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pozostali sąsiedzi inwestycji to Trasa Toruńska, tory wylotowe do Gdańska oraz chłodnie rybne z wielkimi zbiornikami z amoniakiem. Nieco dalej, również przy ulicy Marywilskiej, powstaje osiedle Starodęby Marywilska.

"Położone jest na przepięknej działce w otoczeniu starodrzewu parkowej zieleni, między ulicami Marywilską i Wyspiarską" - zachwala deweloper. Z jednej strony okna wychodzą bezpośrednio na ulicę, z drugiej znów na tory kolejowe. Takich projektów nie brakuje w stolicy niezależnie od lokalizacji.

"Osiedle położone będzie w kameralnej dzielnicy Warszawy Ursusie, na osiedlu Gołąbki, usytuowanym pomiędzy ulicami Połczyńską i Alejami Jerozolimskimi, co zapewnia dogodne połączenia komunikacyjne" - to z kolei opis kolejnego etapu Osiedla Gołąbki. Abstrahując od tego, że deweloper pomija aspekt korków, parcela leży kilkaset metrów od torów kolejowych. Podobne inwestycje znajdziemy także po drugiej stronie Wisły, np. przy ulicy Kwatery Głównej czy Nasielskiej.

Tymczasem deweloperzy starają się przedstawić to jako atut, podkreślając bliskość do stacji Szybkiej Kolei Miejskiej. Na mapie inwestycji nie brakuje także projektów, gdzie próżno szukać rozbudowanej infrastruktury. W ostatnich miesiącach głośno było o osiedlu J.W. Construction w podwarszawskich Kręczkach-Kaputach, położonych na terenie byłego PGR-u z dala od infrastruktury. To Lazurowe Ustronie, w którym deweloper wypowiedział umowy klientom, ponieważ nie mógł podłączyć mediów. Firma tłumaczyła, że winne są władze gminy. Ostatecznie wszystkie sprawy zostały rozstrzygnięte, a osiedle wróciło do sprzedaży jako Słoneczny Park. Trafiają się także przypadki, kiedy deweloper stara się sprzedać lokale tuż przy rogatkach Warszawy, zachwalając jednocześnie lokalizację.

Niedaleko węzła Marsa znajdziemy np. niewielki projekt przy ul. Nadnieprzańskiej. Inwestor zachwala uroki mieszkania na Pradze – liczne kafejki i bliskość parku Skaryszewskiego. Jednak od wymienionych atrakcji dzieli mieszkańców spora odległość. Ciekawy projekt powstał również kilka lat temu w Piasecznie. Pośród domków jednorodzinnych firma Multi-Hekk postawiła kilkukondygnacyjny mrówkowiec. W dodatku tuż pod korytarzem powietrznym lotniska Okęcie. Firma walczyła wówczas z czasem, bowiem w trakcie przygotowania było rozporządzenie wojewody wprowadzające strefę ograniczonego użytkowania wokół lotniska. Ostatecznie prace zakończyły się pod koniec ubiegłego roku.

"Deweloperów kusi najbardziej kwota, jaką muszą zapłacić za grunty. Firmy szacują, ile mogą wybudować oraz ile sprzedać, i skupują tereny po niskich cenach. Po czym okazuje się, że... mieszkania się nie sprzedają" -  komentuje Łukasz Madej, prezes ProDevelopment. Zaznacza, że do takich mieszkań może przekonać jedynie cena.

"Projekty budowane przy torach czy lokalizacje z innymi defektami powinny być średnio o 30 proc. tańsze. Przyciągną wówczas klientów, których stać jedynie na niewielki metraż w lepszym miejscu" - podkreśla Madej. Nieco inaczej wygląda sprawa w lokalizacjach, które są ubogie w infrastrukturę. Deweloper musi to uwzględnić w swoich planach i zadbać o odpowiednie inwestycje lub oferować nieco niższą cenę.