Rząd przygotował rewolucyjne zmiany w prawie o przyznawaniu mieszkań komunalnych. Mają sprawić, aby dostawali je faktycznie potrzebujący, a nie ci, którzy umieją ułożyć się z samorządową władzą. Swoje propozycje resort infrastruktury przedstawił w założeniach do nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów i mieszkaniowym zasobie gminy. Teraz są konsultowane z innymi resortami i partnerami społecznymi. Kluczowe są cztery zmiany:

● Pierwsza: czynsze mieszkań komunalnych zostaną urynkowione. Gminy będą mogły je ustalać na dwa sposoby: albo jedną stawkę dla całej dzielnicy czy gminy, albo dla konkretnej nieruchomości. Stawka za najem ma pokrywać co najmniej koszt utrzymania nieruchomości. Dziś koszty ponosi gmina z własnego budżetu.

● Druga zmiana: samorządy będą miały możliwość zawierania umów najmu na czas określony. Lokator, który będzie chciał przedłużyć umowę, przejdzie ponowną weryfikację dochodów. Zamożni stracą prawo do gminnych mieszkań.

Dziś regułą są umowy na czas nieokreślony. W trakcie ich trwania gminy nie mają prawa sprawdzać, czy najemca rzeczywiście spełnia kryteria dochodowe. Nawet jeśli najemca wygra milion i zacznie jeździć ferrari, miasto nie może mu wypowiedzieć umowy.

– To słuszne rozwiązanie. Umożliwi ono samorządom prowadzenie elastycznej polityki mieszkaniowej – ocenia Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.


Nie zgadza się z nim Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Obawia się, że nowe przepisy mogą być wykorzystywane do prowadzenia restrykcyjnej polityki mieszkaniowej.

● Trzecia zmiana: bliskim trudniej będzie przejąć mieszkanie w razie śmierci najemcy. Ministerstwo chce, aby w takim przypadku umowa najmu wygasała. Bliscy najemcy będą mogli złożyć wniosek o zawarcie nowej umowy, ale gmina sprawdzi, czy ich dochody uprawniają do otrzymania mieszkania komunalnego. Jeśli nie, w ciągu sześciu miesięcy będą musieli się wyprowadzić.

● Czwarta propozycja to niemiła niespodzianka dla beneficjentów dodatków mieszkaniowych. Projekt zakłada, że stracą je ci, którzy są właścicielami mieszkań i domów lub mają mieszkania spółdzielcze własnościowe. Jednak nie stracą oni dodatku od razu: w pierwszym roku po wejściu w życie zmian dostaną 75 proc. dodatku, w drugim 50 proc., w trzecim 25 proc., a w kolejnym roku nie dostawaliby już nic.

W 2009 r. średnia wysokość jednego dodatku wyniosła 162 zł, w sumie wypłacono na nie 5 mln zł. Ich ograniczenie ma odciążyć budżety gmin.