– Z danych Eurostatu wynika, że w krajach "starej Unii" nieruchomości obciążonych kredytem jest sześciokrotnie więcej niż w Polsce – mówi Bartosz Turek, analityk firmy Home Broker. U rekordzistów, jak Holandia, Szwecja czy Irlandia – zadłużonych jest przynajmniej 4 na 5 właścicieli.

Tak duże różnice to efekt zaszłości historycznych. W czasach PRL kredytów na mieszkania praktycznie nie było. – Na polskim rynku kredyty mieszkaniowe stały się produktem masowym dopiero kilka lat temu – zwraca uwagę Łukasz Dajnowicz z Komisji Nadzoru Finansowego.

Dzięki temu oraz ostrzejszym kryteriom przyznawania kredytów – w odróżnieniu od np. USA czy Irlandii – wyszliśmy obronną ręką z ostatniego kryzysu na rynku finansowym oraz nieruchomości. – Przy udzielaniu wysokiego, długoterminowego kredytu kluczowe są właściwe standardy badania zdolności kredytowej – podkreśla Dajnowicz. I przypomina, że KNF wydała bankom szczegółowe rekomendacje w tej sprawie.

Ostrzejsze kryteria mogą jednak zmniejszyć dostęp do kredytów dla najsłabiej zarabiających osób lub tych, których dochody nie są pewne. Rekomendacja T, która weszła w życie w 2010 r., zakłada, iż kredytobiorca nie może przeznaczyć na wszystkie comiesięczne raty więcej niż połowy zarobków lub, w przypadku osób zarabiających powyżej średniej krajowej, 65 proc.

– Przez ostatnie lata kredyty hipoteczne rosły w Polsce bardzo dynamicznie, ale większość zobowiązań zaciągano w walutach obcych – przypomina Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Jego zdaniem obostrzenia ze strony nadzoru, a także wahania kursów mogą ten wzrost osłabić.

Z danych Eurostatu wynika, że w Polsce, jak i innych państwach najczęściej zadłużają się rodziny z dziećmi. Robią to przynajmniej dwa razy częściej niż gospodarstwa bez pociech na utrzymaniu. Najrzadziej zadłużają się zaś emeryci.