Rząd zdecydował za to, że będzie dopłacał do kredytów na zakup mieszkania jedynie na rynku pierwotnym. Do tej pory dopłaty tyczyły również mieszkań kupowanych na rynku wtórnym.

Kompromisem skończyła się kwestia ustalenia maksymalnej ceny, za jaką kupiony może być lokal. Obecnie cena ta nie może przekroczyć 140 proc. średnich kosztów budowy dla danego miasta lub województwa. Minister infrastruktury chciał obniżki tego wskaźnika do 120 proc., a szef resortu finansów do 100 proc. Ostatecznie przyjęto 110 proc.

Decyzja ta ograniczy dostęp do lokali w atrakcyjnych lokalizacjach miast i zepchnie korzystających z dopłat na ich obrzeża. W Warszawie pułap cen spadnie z 9 tys. zł za 1 mkw. do 7,1 tys. zł.


Zanim zmiany przejdą przez parlament, miną przynajmniej dwa miesiące. Zmobilizować mogą do szybszych zakupów osoby powyżej 35. roku życia, które stracą prawo do dopłat, oraz chętnych na zakup używanych lub droższych lokali.

Obniżka limitów cen spowoduje dla deweloperów utratę części klientów, a ci, którzy zostaną, będą twardo negocjować niższe ceny. – Dziś w limitach rządowego programu mieści się blisko dwie trzecie mieszkań oferowanych przez deweloperów. Po zmianach będzie ich trzy razy mniej – mówi Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości z Home Broker.

Choć okres styczeń – marzec na rynku nieruchomości oznacza zazwyczaj zastój, w tym roku może być bardzo gorący.

Rząd zdecydował też o wygaszeniu programu. – Termin przyjmowania wniosków o udzielenie preferencyjnych kredytów upłynie pod koniec 2012 r.