Jak widać, stawki oczekiwane przez sprzedających rosną o wiele szybciej niż wartość rynkowa mieszkań. Wśród największych aglomeracji podobne tendencje odnotował jedynie Kraków.

Co ciekawe, zupełnie inaczej zachowuje się gdański rynek nieruchomości z drugiej ręki. Ceny transakcyjne są tam oczywiście niższe niż ofertowe. Zmiany cen transakcyjnych pokazują jednak wzrosty na poziomie 1,9 proc., a ofertowe zaledwie o 0,6 proc. Zdaniem ekspertów tak duże różnice na stołecznym rynku mieszkań z drugiej ręki pokazują, że wciąż trafiają tutaj lokale kupione w czasie hossy.

Drogo kupione

Sprzedającym zależy na minimalizacji strat poniesionych w wyniku zakupu mieszkania w okresie najwyższych cen. Nie przekłada się to jednak na możliwości kupujących. Mimo większej dostępności kredytów potencjalni nabywcy wciąż uważanie badają rynek i liczą się z każdą wydawaną złotówką. Potwierdzają to wyniki sprzedaży.

"Nie odnotowaliśmy rewolucyjnych zmian, jeśli chodzi o najczęściej poszukiwane lokale, jak i o pożądaną cenę. Nadal największym wzięciem cieszą się dwupokojowe mieszkania oddane do użytku w ostatnich kilkunastu latach" - mówi Mariusz Kania, prezes Metrohouse.

Niesłabnące zainteresowanie segmentem popularnym, czyli mieszkaniami w przedziale 350 – 400 tys. zł, sprawia, że trudno znaleźć kupca na droższe lokum. W związku z tym nie wzrastają także ceny transakcyjne. Analitycy zauważają jednak pierwsze oznaki zmiany tego trendu.

"W porównaniu do poprzednich kwartałów widać wzrost zainteresowania większymi mieszkaniami, także o podwyższonym standardzie. Nie są to już jednostkowe transakcje, wyraźnie widać, że stopniowo przełamywany jest zastój na rynku największych mieszkań" - podkreśla Mariusz Kania.



Rodzina wesprze

Nie tylko z tego powodu następne miesiące mogą się charakteryzować wzrostem ceny transakcyjnej. Mogą, ale nie muszą. Równo z rozpoczęciem III kwartału wojewoda mazowiecki podniósł limity dopłat w ramach programu „Rodzina na swoim”. Od pierwszego października maksymalna wartość 1 mkw. mieszkania kwalifikującego się do dopłaty wzrosła z 8 do 9 tys. zł. Jak szacują specjaliści, oznacza to, że na rynku lokali z drugiej ręki programem objęte jest więcej niż co drugie mieszkanie, podczas gdy jeszcze na początku 2009 roku było ich raptem 13 proc.

Zmiana tej wielkości zaskoczyła ekspertów na tyle, że zaczęli podawać w wątpliwość sens całego programu. Tak duża pula mieszkań objętych dopłatą może w następnych miesiącach zachęcić przyszłych właścicieli do przeznaczenia większych środków na zakup swojego M. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że komentatorzy rynku wieszczą spadek limitów wraz z nadejściem nowego roku. Z drugiej strony zmiany te nie powinny wpłynąć na relację pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną, które obecnie różnią się o 7 proc.

Decyzja o zwiększeniu limitów powoduje też wzrost oczekiwań właścicieli lokali. Wpływ na ich wygórowane żądania będzie miał również sezonowy wzrost oczekiwań, ponieważ przełom III i VI kw. tradycyjnie należy do jednych z najlepszych okresów dla sprzedających. Z drugiej jednak strony kupującym wciąż daleko do hurraoptymistycznych zakupów za każdą cenę. Również niepewna sytuacja w gospodarce chłodzi zbyt optymistyczne nastroje.