Banki zdecydowanie zmieniły swoje wymogi dotyczące kredytów walutowych. O ile jeszcze w połowie ubiegłego roku dominowały znaczne ograniczenia, to już pod koniec ubiegłego roku nieliczne banki zaczęły ponownie wprowadzać takie kredyty do swojej oferty. Dostrzegalna była także liberalizacja w odniesieniu do maksymalnego okresu kredytowania i dopuszczalnego maksymalnego wieku kredytobiorcy.

Z badań NBP wynika, że istotnymi przyczynami liberalizacji polityki kredytowej były poprawa sytuacji gospodarczej w kraju oraz rosnąca konkurencja. Spore znaczenie miała też poprawa sytuacji kapitałowej banków.

Na ożywienie w kredytowaniu zakupu nieruchomości wskazują badania ankietowe prowadzone wśród bankowców przez Pentor. W kwietniowej ankiecie na wzrost liczby i wartości tego typu kredytów wskazywało 55 proc. monitorowanych banków, co stanowi wzrost w porównaniu do marcowych badań aż o 10 punktów procentowych.

Zdecydowanie poprawiły się prognozy na najbliższą przyszłość. Aż 78 proc. ankietowanych ocenia, że liczba kredytów zwiększy się, a odsetek optymistów wzrósł o 7 punktów procentowych. Jedynie 2 proc. ankietowanych spodziewa się spadku, a 19 proc. ocenia, że sytuacja nie ulegnie zmianie. Oceny bieżącej sytuacji na rynku kredytów mieszkaniowych poprawiają się wśród bankowców od marca, zaś prognozy rosną zdecydowanie od początku roku.

Mieszkania przestały tanieć

Już w ostatnich miesiącach ubiegłego roku dwie trzecie banków deklarowało widoczny wyraźnie wzrost zainteresowania kredytami ze strony klientów pragnących sfinansować kupno mieszkania. Według opinii przedstawicieli banków wzrost popytu miał większą skalę, niż się spodziewano. Tendencja ta była kontynuowana także w pierwszym kwartale 2010 r.

Głównym powodem zwiększonego zainteresowania kredytami mieszkaniowymi jest stabilizacja cen lokali i nieruchomości. Po okresie kilkunastu miesięcy wyraźnych spadków mieszkania przestały tanieć. Gdy zjawisko to zaczęło być bardziej powszechnie dostrzegalne, spora część osób planujących zakup własnego lokum postanowiła przystąpić do działania w przekonaniu, że taniej już nie będzie.

Początek roku przyniósł znaczną poprawę nastrojów konsumentów. Dostrzegalne polepszenie sytuacji gospodarczej wpłynęło na wzrost optymizmu gospodarstw domowych, a co za tym idzie, bardziej odważne decyzje związane z inwestycjami mieszkaniowymi i zmniejszenie obaw dotyczących zadłużania się.

Wzrost popytu na kredyt wynika też z powolnej, ale postępującej poprawy na rynku pracy. Coraz mniej osób obawia się utraty pracy lub pogorszenia warunków zatrudnienia. Dynamika wzrostu średniego wynagrodzenia jest całkiem przyzwoita. Po niewielkim zachwianiu w styczniu, w lutym wyniosła już 2,9 proc., a w marcu skoczyła do 4,8 proc. w porównaniu do marca poprzedniego roku.

To wszystko sprzyja zwiększaniu zainteresowania kredytami mieszkaniowymi.

Banki zachęcają

Banki zaczęły coraz bardziej wyraźnie łagodzić politykę kredytową, szczególnie w segmencie kredytów mieszkaniowych już w czwartym kwartale ubiegłego roku i tendencja ta jest kontynuowana także od początku tego roku. Te działania mają cechy nie tylko podążania za rosnącym popytem na kredyty, ale też wyraźnie widoczne jest jego pobudzanie, zachęcanie potencjalnych klientów.

Choć nie ma jeszcze szczegółowych danych za pierwszy kwartał tego roku, to efekty tych działań są widoczne. Z danych NBP dotyczących podaży pieniądza wynika, że w marcu należności gospodarstw domowych wobec banków zwiększyły się o 3,6 mld zł. Wobec utrzymywania przez banki bardzo ostrożnej polityki udzielania kredytów konsumpcyjnych można wnioskować, że większość wzrostu należności to efekt zwiększonej liczby kredytów hipotecznych. To przyrost największy od kilku miesięcy.

W lutym i marcu mieliśmy do czynienia z prawdziwym wysypem nowych, bardziej atrakcyjnych ofert. W pierwszych dwóch miesiącach roku banki zachęcały klientów i konkurowały między sobą obniżkami wysokości marży kredytowej, w marcu zaś znacznie więcej było promocji polegających na rezygnacji banków z prowizji lub znacznym ograniczaniu jej wysokości. Tego typu zachęty stosowano w połowie banków. Niektóre rezygnowały z prowizji, nie stawiając żadnych dodatkowych warunków, część zaś nagradzała w ten sposób swoich klientów, posiadających w nich rachunki osobiste, oszczędności lub kupujących mieszkania już wybudowane.

Konkurencja na promocje

Z zapowiedzi składanych przez przedstawicieli niektórych banków wynika, że także w najbliższych miesiącach nie zabraknie różnego rodzaju zachęt. Będą one jednak dotyczyć mniej restrykcyjnego podejścia do ustalania zdolności kredytowej klientów i finansowania całkowitego kosztu kupowanej nieruchomości.

Powoli zaczyna wracać tendencja do pożyczania kwoty przewyższającej wartość kredytowanego mieszkania. Już kilka banków stosuje takie rozwiązanie i ich liczba prawdopodobnie będzie się zwiększać. Na razie te nadwyżki nie są znaczące i mają na celu pokrycie kosztów związanych z kredytem.

W ciągu ostatnich czterech miesięcy pojawiło się mnóstwo ofert zawierających różnego rodzaju promocyjne warunki. Do końca kwietnia w mBanku i Multibanku oferowano obniżoną do 2,5 proc. marżę na kredyty w euro i do 2 proc. w przypadku kredytów w złotych. Promocja wiązała się jednak ze spełnieniem kilku warunków, przede wszystkim z dokonywaniem odpowiedniego zasilania rachunku w banku oraz aktywnego korzystania z karty debetowej lub kredytowej.

Z podobną promocją pod koniec marca ruszył bank Millennium, gdzie prowizja spada do zera pod warunkiem założenia rachunku osobistego wraz z kartą debetową. Obniżoną o 0,4 punktu procentowego marżą kusił klientów ING Bank Śląski. Musieli oni posiadać tam rachunek. Marża w wysokości 1,9 proc. to oferta Banku Pocztowego, ale wraz z pakietem ubezpieczeniowym. Do końca kwietnia Citi Handlowy zachęcał klientów nie tylko brakiem prowizji, ale i kosztów wpisu hipoteki do księgi wieczystej oraz wyceny nieruchomości.

To tylko niektóre z przykładów działań promocyjnych. Z pewnością sezon na nie będzie trwał jeszcze długo. Warto więc uważnie śledzić oferty i korzystać z pojawiających się okazji.

Euro zamiast franka

Spadające marże kredytowe, niższe prowizje, a do tego zniżkujące od kilkunastu miesięcy stawki WIBOR (oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym, stanowiące punkt odniesienia dla banków w ustalaniu wysokości oprocentowania kredytów udzielanych klientom) powodują, że systematycznie maleją koszty zaciąganych kredytów i zmniejsza się średnia miesięczna rata. To także niebagatelny czynnik, powodujący, że kredyty są coraz bardziej atrakcyjne i popyt na nie się zwiększa. To zaś z kolei zaczyna powoli pobudzać inwestycje budowlane.

Wszystko wskazuje na to, że sytuacja coraz szybciej wraca do normy. Do łatwego kredytu sprzed dwóch, trzech lat raczej powrotu nie będzie, ale o zapaści na rynku kredytów mieszkaniowych i nieruchomości będzie można niedługo zapomnieć.

Choć w dalszym ciągu większość nowych kredytów mieszkaniowych zaciągana jest w złotych, to kredyty walutowe kuszą niższymi kosztami i niższą miesięczną ratą. Do niedawna najbardziej atrakcyjne były kredyty we frankach szwajcarskich, teraz zaczyna dominować euro.

p

NBP potwierdza łagodniejszą politykę kredytową

Z raportu NBP o sytuacji na rynku kredytowym wynika, że w ostatnim kwartale ubiegłego roku prowadzona przez banki od kilkunastu miesięcy strategia zaostrzania polityki kredytowej zaczęła ulegać zmianie. Restrykcyjna polityka, będąca skutkiem globalnego kryzysu finansowego, spowodowała drastyczne ograniczenie liczby i wartości kredytów, zwiększyła wymagania wobec kredytobiorców oraz spowodowała większe koszty zaciągania kredytów. Dotyczyło to wszystkich rodzajów kredytów, także mieszkaniowych. W ich przypadku przejawiało się to również spadkiem współczynnika LTV, czyli proporcji wysokości kredytu w stosunku do wartości kredytowanej nieruchomości oraz zdecydowanym odwrotem od kredytów walutowych. Zanotowane przez NBP złagodzenie polityki banków dotyczyło przede wszystkim kredytów mieszkaniowych.

Roman Przasnyski