Przez pierwsze trzy kwartały 2009 r. rynek mieszkaniowy w większości miast w Polsce szorował po dnie. Mimo że sprzedaż nowych mieszkań zaczęła się odbudowywać już od drugiego kwartału, polityka kredytowa banków i wynikająca po części z tego wstrzemięźliwość deweloperów w rozpoczynaniu nowych projektów nie napawały optymizmem.

Dobry ostatni kwartał

Ekspertów mile zaskoczył trzeci kwartał, kiedy to w Warszawie sprzedano ok. 2,5 tys. mieszkań, czyli tyle, ile w drugim, zazwyczaj uznawanym za lepszy. Wydaje się, że deweloperzy tylko czekali na taki rozwój sytuacji, ponieważ zachęceni dobrymi jak na czasy spowolnienia, wynikami sprzedaży rozpoczęli wiele nowych budów. Podczas gdy w pierwszych trzech kwartałach 2009 roku w stolicy rozpoczęto realizację ok. 2,3 tys. mieszkań, w kwartale czwartym firmy sypnęły nowymi projektami. Na rynek trafiło ponad 3 tys. nowych mieszkań. Niewiele mniej mieszkań w tym czasie sprzedano. Część nowej podaży wynikała nie tylko z bieżącego ożywienia popytu, ale również z uruchomienia odkładanych dotychczas projektów i chęci zabezpieczenia podaży w latach następnych. Deweloperzy nie mogą po prostu nie budować. Skoro więc ruszył popyt, rozkręciła się też podaż. To jednak nie wszystko, na co stać deweloperów.

16 tys. mieszkań w szufladzie

Z danych Reas wynika, że w blokach startowych (z wydanymi pozwoleniami) czeka w stolicy ok. 16 tys. mieszkań.

Nie należy spodziewać się jednak zalania rynku nowymi projektami. Liczba dostępnych mieszkań ciągle przekracza 12 tys., czyli mniej więcej średnią roczną chłonność stołecznego rynku. Co równie ważne, zwiększa się liczba oddanych do użytku, a niesprzedanych mieszkań w zasobach deweloperów.

Na koniec 2008 r. 10 proc. mieszkań w sprzedaży stanowiły lokale niesprzedane. Rok później liczba ta skoczyła do 24 proc. Mało tego pod koniec 2009 r. aż 47 proc. mieszkań było planowane do oddania w 2010 roku. Ten stan rzeczy to pokłosie rozpoczynania wielu inwestycji pod koniec 2007 roku.

Biorąc pod uwagę taką strukturę rynku mieszkaniowego, eksperci Reas spodziewają się dalszego wzrostu w ofercie liczby lokali niesprzedanych.

Będzie to komfortowa sytuacja dla kupujących. Nie dość, że mieszkanie można znaleźć taniej niż rok czy dwa lata temu, to jeszcze można się do niego szybko wprowadzić.

Jest czas na dobry wybór

Kupujący mają też sporo czasu na dokonanie wyboru. Nawis podażowy jest na tyle duży, by utrzymać ceny w ryzach, a nawet skłaniać do ich obniżania. Tym bardziej że wprowadzane do sprzedaży lokale z datą oddania wyznaczoną na 2011 – 2012 rok są zwykle tańsze niż te, które są od jakiegoś czasu w sprzedaży. Można się zatem spodziewać, że drożej długo jeszcze nie będzie.