Każdy, kto rozgląda się za kupnem własnego mieszkania, w pewnym momencie staje przed dylematem: rynek wtórny czy pierwotny? Który wybrać? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Wszystko zależy od naszych potrzeb i preferencji, bowiem w jednym i drugim przypadku można znaleźć argumenty za i przeciw.

Zalety nowych

Gdy decydujemy się na zakup nowego lokum, wybór ofert mamy w zasadzie nieograniczony. Mamy więc ogromną szansę na znalezienie propozycji, która idealnie wstrzeli się w nasze wymagania. Możemy przecież zadecydować, na którym piętrze zamieszkamy. Wybrać stronę świata, na którą wyjdą okna. Mało tego – jeśli budynek jest jeszcze w trakcie budowy, zmiana ustawienia ścian działowych również nie będzie problemem. Jeśli zdecydujemy się na zakup z drugiej ręki, takiego wyboru niestety nie ma. Dotyczy to zwłaszcza mieszkań w budynkach z wielkiej płyty. Tam zdarza się, że wszystkie wewnętrzne ściany są nośne. Ponadto remont takiego lokum może kosztować nas więcej niż aranżacja nowego mieszkania. Wybór wydaje się prosty – za rynkiem wtórnym przemawia jednak fakt, że częściej możemy trafić na okazje, które zrekompensują nam wszystkie niedogodności.

Kolejna kwestia, która dla wielu jest niezwykle istotna, to lokalizacja. Nowe osiedla powstają w częściach miasta oddalonych od centrum, gdyż śródmieścia są już od wielu lat gęsto zabudowane. Choć zdarza się i tak, że pod dobrym adresem powstają nowe inwestycje. Zazwyczaj jednak ceny mieszkań są tak wysokie, że za podobną kwotę można kupić spory dom pod miastem.

A może z drugiej ręki?

Dlatego też rozsądniejszą opcją może okazać się rynek wtórny. Ponadto osoby, które nie mogą oprzeć się klimatowi starych kamienic, nie mają innego wyboru. Tym, co przemawia na korzyść nowego budownictwa, są zapewne bezpieczeństwo i wygoda. Inwestycje z rynku pierwotnego zazwyczaj posiadają prywatne parkingi. Każdy kto mieszka lub bywa w centrum miasta, wie, że takie udogodnienie jest na wagę złota. Ponadto nowe budynki są lepiej chronione choćby nowoczesnymi systemami monitoringu.

Niezwykle istotną sprawą jest także kwestia stanu prawnego nieruchomości.

Grunt to dokumenty

Rozglądając się za lokum z pierwszej ręki, a tym bardziej jeśli kupujemy przysłowiową dziurę w ziemi, sprawdźmy dokładnie, w jakiej kondycji finansowej jest deweloper. W Krajowym Rejestrze Sądowym dowiemy się, czy firma nie jest postawiona w stan upadłości. Nie powinniśmy także zapomnieć o sprawdzeniu, czy inwestor na pewno jest właścicielem działki i czy uzyskał już stosowne pozwolenia umożliwiające mu rozpoczęcie budowy. Jeśli budynek oddawany jest już do użytku, w Starostwie Powiatowym sprawdzimy, czy ma pozwolenie na użytkowanie, wszelkie zaświadczenia o samodzielności lokalu i inwentaryzację budowlaną. Bez tych dokumentów nie zostanie nam wydzielona księga wieczysta, a co za tym idzie, żaden bank nie udzieli nam kredytu. W przypadku mieszkań z drugiej ręki taka księga oczywiście już istnieje.

Lepszy wróbel w garści?

Kupując lokum na rynku wtórnym, wiemy, co nabywamy i jaki jest stan techniczny całego budynku. Jeśli zaś interesuje nas mieszkanie, które kupujemy na podstawie planów i wizualizacji, musimy liczyć się z tym, że czasami rzeczywistość nie za bardzo pokrywa się z obietnicami składanymi przez inwestora. Już w trakcie budowy deweloper może zrezygnować na przykład z jakichś planów (np. kosztem zielnego patio powiększyć parking). W przypadku rynku wtórnego nie ma takiego zagrożenia. Mało tego – możemy sprawdzić, czy do mieszkania wpada dostateczna ilość światła, czy nie jest za głośno, czy komfort mieszkania będzie taki, o jakim marzymy. W końcu to my jesteśmy klientami.